Krajobraz, który jeszcze do niedawna był dumą prawobrzeżnego Świnoujścia i schronieniem dla unikatowej przyrody, zmienia się w ruinę. Budowa Głębokowodnego Terminalu Kontenerowego wchodzi w fazę, która dla wielu mieszkańców jest nie do zaakceptowania. Tam, gdzie szumiał chroniony Nadmorski Bór Bażynowy, dziś straszą pniaki i rozjeżdżona ciężkim sprzętem ziemia.
Przyroda w odwrocie, infrastruktura w rozsypce
Obraz zniszczeń na trasie od ulicy Ku Morzu w kierunku Przytoru i Podziemnego Miasta jest porażający. To już nie jest plac budowy – to krajobraz po bitwie, w której natura nie miała szans:
-
Koniec trasy R-10: Kultowy szlak rowerowy, będący oknem na świat dla turystów i codzienną trasą dla mieszkańców, stał się praktycznie nieprzejezdny. Błoto, piach i ciężki sprzęt skutecznie odcięły tę część wybrzeża.
-
Zniszczone siedliska: Na ziemi leżą roztrzaskane budki lęgowe – symbol brutalności, z jaką potraktowano lokalny ekosystem w samym sercu obszaru Natura 2000.
-
Exodus zwierzyny: Mieszkańcy alarmują o ucieczce dzikich zwierząt, które straciły swój dom. Przerażone sarny czy dziki, pozbawione naturalnej bariery lasu, błąkają się w poszukiwaniu nowych kryjówek.
600 doniczek kontra hektary lasu
W cieniu tej dewastacji, na Placu Wolności odbyła się akcja, która przez wielu została uznana za policzek wymierzony społeczności Warszowa. Rozdawanie 600 sztuk sadzonek w doniczkach jako gestu proekologicznego w momencie, gdy obok wyżyna się unikatowy las, brzmi jak ponury żart.
„To nieporozumienie. Jak można stawiać na szali doniczkę z kwiatkiem i hektary wyrżniętego, dojrzałego boru?” – pytają rozżaleni mieszkańcy.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z żałosnym PR-em, który ma przykryć nieodwracalne zmiany w środowisku. Prawobrzeże, od lat traktowane jako zaplecze przemysłowe miasta, po raz kolejny traci swoje najcenniejsze walory rekreacyjne i przyrodnicze pod dyktando wielkich inwestycji.
Pytania bez odpowiedzi
Jak mają się czuć mieszkańcy Warszowa, Przytoru i Łunowa? Ludzie, którzy wybrali życie tutaj ze względu na bliskość natury i spokój, teraz zostają z betoniarkami pod oknami i symboliczną sadzonką w dłoni.
Rekompensata w postaci doniczek za zniszczenie ekosystemu boru bażynowego to dysproporcja, której nie da się obronić żadnym raportem oddziaływania na środowisko. To nie jest dialog z mieszkańcami – to narzucanie im nowej, gorszej rzeczywistości pod płaszczykiem rozwoju.
Świnoujscie Wiadomości ze Świnoujścia i okolic

